S01E08 [Gotowość w terenie] — 1 kWh wolności: praktyczne źródło energii w terenie

Do pracy: w samochodzie, terenie, a podczas awarii prądu kawusia nadal musi być gorąca

Historia choroby

Od teraz „stejki” mogę smażyć elektrycznie (ale kartusze z kuchenką gazową i tak będą ze mną jeździć jako backup)

Od kilku miesięcy nosiłem się z myślą, żeby zastąpić sporadycznie używanego Jackery Explorer 240.
Sporadycznie — bo w praktyce często robił to samo, co gniazdo zapalniczki w aucie, tylko bez dokładania kolejnych watów do spalania podczas jazdy.

Mam do niego elastyczny panel 100 W, ale Jackery nie posiada gniazda XT60.
Dlatego przylutowałem gniazdo zapalniczki do kabli solarnych i wpiąłem je do kabli z panelem.
Gniazdko zapalniczki podłączyłem następnie do wtyku zapalniczki z zestawu Jackery.
W ten sposób mogłem ładować Jackery z panela fotowoltaicznego.

Niestety maksymalna moc wejściowa to 65 W, więc do jego ładowania częściej używałem twardej „sześćdziesiątki” na balkonie niż miękkiej „setki” w terenie.
W praktyce wyglądało to tak, że czasem wolałem zjeść obiad w knajpie i doładować przy okazji Jackery i laptopa na resztę dnia — prawie off‑grid.

Szwędzanie się po przypadkowych knajpach to poza kosztem za często wątpliwą jakość posiłku, także skrócony czas obcowania z naturą czy zwiedzania — z tym też chciałem zrobić porządek.

W samochodzie mam 180 W z 12‑voltowego gniazda i kilka wolnych portów USB, co w zupełności wystarcza do podładowania laptopa, routera/hotspota, kilku telefonów i drobnej elektroniki — tylko auto narzeka, że mu rozładuję akumulator, więc najlepiej ładować sprzęty w trakcie jazdy.
A ja jeżdżę, żeby dojechać i odpocząć, a nie jeździć, żeby jeździć.

Gdzie w tym systemie jest niewielki Jackery?
Często wspomagałem się nim podczas dłuższych postojów, dodatkowo doładowywałem panelem.
To jednak nadal tylko większy powerbank z jednym gniazdkiem AC 230V, a nie narzędzie do intensywnej, prądożernej pracy w terenie.
Można nim doładować telefony w nocy na postoju, ewentualnie naładować laptopa i włączyć nawiew — byle nie na całą noc, bo Explorer 240 padnie przed świtem.

To właśnie zaczęło mnie uwierać: skoro czasem przydaje się przysłowiowe wiadro z prądem, to dlaczego mam zadowalać się szklanką?
Szczególnie gdzieś w zapomnianych przez Boga miejscach — tam sprzęt ma wykonywać konkretną pracę, a nie tylko udawać „stację zasilania” i dostawać zadyszki już przy kilku gadżetach, jakby miał zaraz złapać kilka zawałów naraz.

Czego nie mam w Jackery Explorer 240:

  • USB‑C PD — brak USB‑C z Power Delivery; laptop trzeba ładować przez dodatkowy zasilacz, albo gniazdo zapalniczki zasilacz.
  • Ładowania laptopa bez strat — prąd stały z Jackery jest zamieniany na zmienny (AC), przechodzi przez zasilacz i wraca na stały; to generuje niepotrzebne straty energii.
  • Szybkiego ładowania po USB — ma tylko dwa wolne porty 5 V / 2.4 A; wszystko szybsze trzeba ładować przez AC, czyli ze stratami.
  • Realnej mocy do gotowania — grzałka do zagotowania kubka wody nie ruszy przy 200 W ciągłej mocy.
  • Zasilania koca elektrycznego — brak wystarczającej mocy i pojemności, żeby utrzymać koc przez noc.
  • Dłuższej pracy wentylatora latem — większy wentylator nie pociągnie przez dłuższy czas.
  • Zapasu energii — 240 Wh to „większy powerbank”, nie stacja terenowa; nie daje jakościowej zmiany względem 180 W z gniazda zapalniczki w aucie, z którego mogę korzystać stale podczas jazdy.
  • Spokoju.

Co mam:

  • Gniazdko AC 230V.
  • 240 Wh w niewielkiej, poręcznej formie.
  • Bardzo niską wagę.
  • Możliwość schowania do torby lub plecaka i doładowania w terenie — także tam, gdzie trzeba „dossać się” do gniazdka, żeby pracować resztę dnia na pobranym prądzie.

Wymagania brzegowe

Od dłuższego czasu zastanawiałem się nad kilkoma większymi modelami:

  • EcoFlow RIVER 2 Pro
  • RIVER 3 Max Plus
  • BLUETTI AC70P
  • Anker Solix C800

Miałem swoje warzone macierze decyzyjne, a warunki brzegowe to m.in.:

  • Cena poniżej 2000 PLN,
  • Technologia LiFePO₄,
  • Pojemność >500 Wh i jak najwięcej mocy na wyjściu,
  • Możliwość zagotowania wody, może być nawet pół litra w turystycznym czajniku 600W,
  • Praca na laptopie przez minimum 2 dni,
  • Przy moim wzroście ma się zmieścić między fotelem kierowcy a tylną kanapą i najlepiej, żeby nie trzeba go było stamtąd ruszać, aby dało się korzystać.
  • Długa gwarancja.
  • Przy tym wszystkim nadal ma być mobilnym źródłem prądu, a nie klocem do domku jednorodzinnego, który ma ratować pompę ciepła i inne prądożerne gadżety.

Krótko: mocy ma być od pyty a przy tym waga ma być znośna — elegancko mówiąc: solidny, stabilny zapas watów na wyjściu, wsparty odpowiednio dużą pojemnością, żeby ta moc była realnie używalna, bez boostów i innych wynalazków, które nie mają żadnej wartości użytkowej.

Z tabelkami w głowie pojechałem w okolice Wału Miedzeszyńskiego do siedziby sklepu, który zajmuje się dystrybucją mobilnych (i nie tylko) banków energii kilku producentów.

Na miejscu szczegółowo porównaliśmy interesujące mnie parametry wielu modeli.

Dla przykładu — Rivery kończą się na 600–800 W, bo wyższa moc wchodzi już w segment Delty, a to już sprzęt z kategorii ‘domowych UPS‑ów’, a nie produktów mobilnych.

Lało jak z cebra, więc podjechałem autem pod samo wejście, żeby sprawdzić, czy Bluetti AC70P wejdzie między fotel kierowcy a tylną kanapę.
Wszedł idealnie — tylko nie ma dostępu do gniazdek, bo wszystkie są umieszczone na przednim panelu - więc albo dostęp utrudnia tylna kanapa, albo fotel kierowcy.
Miły akcent: ładowanie indukcyjne 15 W — drobiazg, ale przydatny.
Mam już drugi samochód z ładowaniem indukcyjnym a mój telefon ma 8 lat i go nie posiada, więc dla mnie zbędne, bo już mam — tylko nie używam. Poza tym to tylko marne 15W.

I wtedy sprzedawca powiedział zdanie, które zmieniło kierunek rozmowy — parafrazując:
„Jeśli potrzebny jest bank energii wielkości Bluettiego, z pojemnością 1 kWh, szybkim ładowaniem, 2×140 W USB‑C i mocą wystarczającą na zrobienie kawy w terenie, to mam coś ciekawszego”.
I pokazał mi dane Fossibota F1800.

W poniższej tabelce porównałem kilka modeli ze względu na interesujące mnie parametry, wiersze są posegregowane rosnąco po mocy na wyjściu.

Model Pojemność (Wh) Moc AC (W) USB‑C (W) Solar MPPT UPS Waga (kg) Dostęp do gniazd Cena Cena zł za 1 kWh
EcoFlow RIVER 3 Max 572 600 1×100 200 Tak 8 front 1669 2919
EcoFlow RIVER 3 Max Plus 858 600 1×100 200 Tak 10.3 front 2429 2831
EcoFlow RIVER 2 Pro 768 800 1×100 220 Nie 7.5 front 1888 2458
Bluetti AC70P 864 1000 2×100 200 Tak 10.2 front 1800 2083
Anker Solix C800 768 1200 2×100 300 Tak 10.8 front 1878 2446
Fossibot F1800 1024 1800 2×140 500 Tak 11.25 bok 1899 1855
ABOK ELUX 1 1024 1800 1x140, 1x100 1000 Tak 13.2 front 1849 1804
Model Pojemność (Wh) Moc AC (W) USB‑C (W) Solar MPPT (W) Ładowanie AC (W) UPS Waga (kg) Dostęp do gniazd Cena Cena zł za 1 kWh
EcoFlow RIVER 3 Max 572 600 1×100 200 650 Tak 8 front 1669 2919
EcoFlow RIVER 3 Max Plus 858 600 1×100 200 650 Tak 10.3 front 2429 2831
EcoFlow RIVER 2 Pro 768 800 1×100 220 870 Nie 7.5 front 1888 2458
Bluetti AC70P 864 1000 2×100 200 950 Tak 10.2 front 1800 2083
Anker Solix C800 768 1200 2×100 300 1100 Tak 10.8 front 1878 2446
Fossibot F1800 1024 1800 2×140 500 1200 Tak 11.25 bok 1899 1855
ABOK ELUX 1 1024 1800 1×140, 1×100 1000 1500 Tak 13.2 front 1849 1804

Update: po podlinkowaniu artykułu na FB odezwał się Michał z Offgridowo.pl, który w komentarzu opisał inny produkt — ABOK ELUX 1.
W moim przypadku nadal lepiej mieć wentylatory po bokach, ale jego propozycja to obecnie jedna z najtańszych opcji za 1 kWh, do tego najszybsze ładowanie w zestawieniu: MPPT 1000 W i AC 1500 W.
Solidny punkt odniesienia dla osób, które szukają efektywności.

Dobra guma najlepszym zabezpieczeniem na czas transportu

Analiza

  1. Sprawność Fossibot to ~95%
    Pozostałe miały ~85–90%.
    Przy jego pojemności oznacza to nawet ~100 Wh różnicy, a w praktyce: parę dodatkowych kubków kawy albo dodatkowe doładowanie elektroniki.

  2. Gniazda na bokach, nie na froncie
    Akurat w moim przypadku jest to istotne, ze względu na transport banku energii na podłodze, ze przednim fotelem kierowcy.
    Bluetti AC70P wchodził w tę dziurę, ale był bezużyteczny. Podobnie, jak pozostałe produkty.
    Trzeba było je wyciągać, żeby korzystać, a Fossibot działa w tej szczelinie.

  3. 1800 W stale na wyjściu
    To już zakres wyższej półki produktów, na poziomie banków energii stosowanych jako UPSy, albo do mieszkań, gdy nie ma prądu.
    Czajnik, kuchenka, suszarka, grzałka — wszystko działa.
    EcoFlow River 2 Pro kończył się na 800, a now River 3 ma maksymalnie 600 W.
    Na kanale EcoFlow na yt prezenter informował, że w 2025 roku mają wejść do produkcji River 3 pro, ale widocznie to by się nie opłacało ekonomicznie, dlatego seria River 3 bardziej wygląda jak większy powerbank dla niewielkich gadżetów, niż realne wsparcie pracy w warunkach poza domem.

  4. 2× USB‑C 140 W
    Lepsze niż EcoFlow (1x 100 W).
    Lepsze niż Anker i Bluetti (2x 100 W).
    Wspomniałem, że F1800 ma jeszcze dodatkowe gniazdo QC 3.0? Nie? To tak, ma.

  5. Ładowanie z paneli: MPPT do 500 W Panel 100 W to dla niego ‘śniadanie’ — można podpiąć kilka takich paneli, żeby ładował się znacznie szybciej.

  6. Ładowanie z gniazdka Do 1200 W. W niecałą godzinę jest pełny.

  7. Aplikacja Fossibot+ robi to, co ma robić:

  • pokazuje moc,
  • pokazuje stan,
  • pozwala ustawić limity (u mnie: 80% / 15%).
  • i tyle — bez zbędnych bajerów i problemów.

Stały, swobodny dostęp do portów

Podsumowanie

W świecie, w którym prąd potrafi zniknąć na pół dnia (tu zaczynają się prawdziwe problemy dnia codziennego), a kawa jest rytuałem, nie ma miejsca na kompromisy, ale też na zbędne przepłacanie za marketing.

Stacja musi działać w mieszkaniu, w terenie, w aucie w szczelinie za fotelem, na panelu 100 W i większym i z garnkiem na płycie indukcyjnej, bo jeśli sprzęt to potrafi, to szkoda tego nie wykorzystać. Właśnie kupiłem płytę Esperanzy za niecałe 60 PLN i jestem bardzo ciekaw, czy się sprawdzi. Update: sprawdziła się, tylko trochę śmierdzi plastikiem, ale może jej przejdzie.

Forma ma być praktyczna, a nie „ładna”. Dobrze by było, żeby była też pancerna.

Dlatego Fossibot F1800 wygrał.

Nie dlatego, że ma świetną otoczkę influencerów — bo jej po prostu nie ma, a przynajmniej ja jej nie zauważyłem.

Dlatego, że rozwiązuje problemy, które pozostali producenci ignorują, albo nie chcą popsuć wyników sprzedaży innych swoich produktów (seria River nie może mieć 800-2000W, bo obniżyłoby to sprzedaż serii Delta), a poza tym zbyt mocno chronią swoje marże, zamiast skupić się na tym, by proste wiaderko z prądem z kawałkiem elektroniki było:

  • stabilne,
  • niedrogie (poniżej 2000 PLN za 1kWh),
  • ergonomiczne i proste w obsłudze,
  • wydajne,
  • trwałe.

Jeszcze dlatego, że dzięki niemu można smażyć steki bez gazu, rozpalania ognisk czy grilla w lesie (czego robić nie można poza wyznaczonymi miejscami).
Pichciłem też na gazie, ale gotowanie w terenie na kuchence elektrycznej to jest dla mnie skok jakościowy.

FossiBot bardzo pozytywnie mnie zaskoczylo i na dzień pisania tego artykułu zdeklasowało konkurencję: za przyzwoitą cenę otrzymałem jeden z najmocniejszych i najbardziej pojemnych sprzętów w swojej klasie.
Sprzęt, który działa, a nie tylko wygląda i sprzedaje się dzięki wynajętej armii influencerów.

0.5 l wody = 9% akumulatora. Reszta spokojnie wystarczy na kawę, jajecznicę i wiele godzin pracy na laptopie

A co z Jackery Explorer 240?

Skoro spędziłem z nim kilka lat i nadal dobrze działa, to nie widzę powodu, żebym go przestał używać do lżejszej pracy, albo oddał za grosze — zwłaszcza tak dobrze utrzymany sprzęt tej klasy. Używałem go rzadko, ale kiedy już był potrzebny — nigdy mnie nie zawiódł.
Zawsze potrafił zmagazynować energię podczas jazdy samochodem, podczas dłuższego postoju z panelu fotowoltaicznego albo tam, gdzie miałem dostęp do gniazdka.

Do tego dbałem o jego akumulatory: jeśli nie potrzebowałem pełnej pojemności, nie ładowałem go do 100%, a przy rozładowaniu nie schodziłem poniżej 20%.
Efekt jest taki, że mimo lat jego kondycja jest bardzo dobra.

To nie jest urządzenie, które ugotuje obiad ani będzie udawać pełnoprawną terenową stację zasilania.
Ale to partyzant — wszędobylski, poręczny i wszechstronny.
Zawsze może wspomóc lekką pracę, naładować telefony, czytnik książek albo inną drobną elektronikę, gdy większa stacja zajmuje się laptopami, dronem, skwierczącym boczkiem z jajkami i przygotowaniem naparu z zielonej herbaty w terenie — albo utrzymaniem chłodu w lodówce, gdy administracja osiedla znów wymyśli testy prądowe czy koparka w pobliżu przetnie kable.

Weterani nie trafiają na emeryturę — przechodzą na drugą linię wsparcia