TechNomad.plCyfrowo bez śledzenia. W terenie bez paniki.
TechNomad.plCyfrowo bez śledzenia. W terenie bez paniki.

S00E01 [Prolog] — Manifest techniczny: jak działa ten blog

„Nie jest wolny żaden człowiek, który nie jest panem samego siebie.” — Epiktet

Jeleń Tech Nomad. Więcej autentyczności niż w połowie Internetu.

Kilka słów o moim podejściu do technologii

Długo chodziła za mną myśl, żeby napisać bloga.
Takiego zwyczajnego — bez ciśnienia na “pinionszki”, bez natrętnych reklam, bez śledzących skryptów, bez wyskakujących ankiet z pytaniami, jak mi się tu podoba.
Bez okienka, jak zaopatruję się na wykradanie mojej prywatności z pomocą ciasteczek.

Pomyślałem więc: a może da się stworzyć miejsce spokojne, nienachalne - takie, jak kiedyś wyglądały strony internetowe, czyli przyjazne i nieco staroświeckie w najlepszym znaczeniu tego słowa?
Ferrari wśród Skód, IRC wśród czatów.
Takie, aby po prostu usiąść i czytając - zrelaksować się, bez rozpraszaczy.

Mieć swoje własne przemyślenia, zamiast tych podsuwanych przez algorytmy, czy influencerów.
Nie ma tu skryptów próbujących wpływać na Twój światopogląd, a przede wszystkim na zasobność Twojego portfela.
Jest tylko treść, a jej interpretację zostawiam Tobie.

Poniżej opowiem, jak to wszystko działa od środka.

Statyczny generator

Ten blog nie ma backendu.
Nie ma baz danych.
Nie ma wielu serwerów aplikacyjnych.

Uznałem, że skoro w pracy mam ich pod dostatkiem,
to w wolnym czasie mogę spróbować życia bez nich —
jak ktoś, kto po całym dniu jazdy autobusem po prostu idzie na spacer.

Co zauważyłem po kilku odcinkach i jest istotne - pisanie kolejnych tekstów jest relaksujące i sprawia autentyczną przyjemność.

Do pisania używam gedit z własnymi wtyczkami.
Albo czegoś prostszego — Focus Writera,
który pozwala po prostu skupić się na pisaniu.

Strona składa się z prostych, statycznych HTML-i.
Tylko już nie na poziomie, gdy zadaniem bojowym było stworzenie efektu „onmouseover” z pomocą legendarnego kursu Pawła Wimmera.

Są tu teksty i zdjęcia — głównie moje, czasem lekko przechylone, albo prześwietlone, ale za to stworzone bez pomocy AI.
A jeśli pojawia się coś z zewnątrz, to tylko legalnie i z wdzięcznością dla autora, oraz poszanowaniem praw autorskich.

Przez chwilę myślałem nawet o publikowaniu wpisów w formie ASCII‑artów,
ale to byłby już poziom niszowości, przy którym nawet boty by uciekły.

Co to daje?

  • mniejszą powierzchnię ataku.
  • zero serwerowej logiki, która mogłaby coś zapamiętać.
  • brak pokusy, żeby cokolwiek zbierać.
  • szybkość, której nie osiąga wiele nowoczesnych CMSów.
    Zwłaszcza tych, które po instalacji ważą więcej niż cały ten blog razem ze zdjęciami.

Statycznie: spokojnie i wystarczająco.

Zero śledzenia

Nie uważam, że każda strona powinna śledzić swoich użytkowników.
Ani że powinna ich blokować.

Przykład z życia: ze strony x‑kom nie da się korzystać przez VPN.
Mój prywatny VPS został zablokowany, a odpowiedź brzmiała:
„Prosimy łączyć się bezpośrednio, nie z prywatnych serwerów, czy proxy/VPN.”

Co ciekawe — przez Tor działa bez problemu. Z mostami i bez.
Nie wiem, dlaczego mój adres IP został zablokowany.
Być może oni też nie wiedzą. Uroki outsourcingu.

Taki stan rzeczy uważam za naruszenie prawa do prywatności.
Cóż, na kartach graficznych RTX i A100 zarobi ktoś inny.

Wracając do bloga — tutaj nie ma:

  • Google Analytics,
  • Facebook Pixel,
  • Hotjar,
  • Matomo,
  • ciasteczek śledzących,
  • fingerprintingu,
  • ukrytych skryptów analitycznych.

Nie wiem, kim jesteś.
Nie wiem, skąd wchodzisz.
Nie wiem, ile czasu tu spędzasz.
I nie jest mi to do niczego potrzebne.

Tak właśnie miało być.

Zero reklam

Nie ma tu:

  • reklam,
  • programów partnerskich,
  • sponsorowanych treści.

Nie zarabiam na Twojej uwadze i nie sprzedaję jej nikomu innemu.

Co może się pojawić?
Jeśli trafię na produkt, który uważam za naprawdę dobry — i jeśli uda mi się wynegocjować zniżkę — to taka forma rekomendacji jest dla mnie akceptowalna.
Czasem będzie to kod rabatowy, a czasem link afiliacyjny jako forma wsparcia mojej pracy.

Zawsze jednak na jasnych zasadach:

  • bez wpływu na treść,
  • bez ukrytych intencji,
  • tylko do rzeczy, które sam sprawdziłem.

Między sezonami — a czasem także w ich trakcie, jeśli trafię na coś naprawdę sensownego — mogą pojawiać się krótkie „odcinki specjalne”.
Nie reklamy, tylko rekomendacje: rzeczy, które sam sprawdziłem i które mają realną wartość.

Jeśli coś polecam, to dlatego, że sam tego używam i mogę to z czystym sumieniem rekomendować.

Gdybym chciał mieć billboard, to bym go po prostu kupił.
A nie pisał po nocach CMS tylko po to, żeby móc opowiadać swoją historię.

Minimalny CSS, prawie zero JS

Strona działa nawet:

  • na starych telefonach,
  • na tabletach,
  • przy słabym zasięgu,
  • a nawet w przeglądarkach tekstowych, które wyglądają jak wehikuły czasu.

Osobiście bardzo lubię tekstowe przeglądarki z wielu powodów, m.in. bezpieczeństwa (z tego samego powodu lubię Qubes OS).
Najpopularniejsze dinozaury to: lynx, a jego nowoczesny odpowiednik, to elinks. Obie polecam.

Czytanie strony w przeglądarce tekstowej to jak czytanie książki zamiast przeglądania dużych, polskojęzycznych portali z informacjami z Polski i ze świata — takich, które istnieją głównie po to, żeby monetyzować nasze emocje, a najskuteczniej sprzedają się te najmniej przyjemne.

W tekstowej przeglądarce nic nie mruga, nic nie wyskakuje, nikt nie próbuje Cię przestraszyć, sprowokować ani zatrzymać na siłę.
Cisza. Spokój. Tekst.

Dlaczego w podobny sposób zbudowałem bloga?

Bo nie ma tu nic zbędnego:

  • brak frameworków JS,
  • brak animacji,
  • brak ciężkich bibliotek,
  • brak wodotrysków,
  • brak… właściwie dobrze, że cokolwiek tu jeszcze zostało.

Został tylko tekst, zdjęcia i prosty layout.

To ma działać i być użyteczne.

Tryb offline

Ten blog jest projektowany tak, żeby:

  • dało się go czytać na czytniku książek (szczególnie polecam czytniki z serii Onyx Boox — dają więcej swobody niż urządzenia od głównego potentata),
  • dało się go czytać gdziekolwiek poza domem,
  • a nawet dało się go czytać bez sieci.
    Można ściągnąć całość i zabrać ze sobą w niedostępny dla fal GSM teren.

Innymi słowy: ma działać także wtedy, gdy nie będzie działać Internet.

Gdy to piszę, przypomina mi się słynne zdanie:
„Nie będziesz mieć niczego i będziesz szczęśliwy.”
U mnie to raczej: „Nie będziesz mieć skryptów, a Twoje urządzenie odwdzięczy się dłuższą pracą na jednym ładowaniu.”

Brak komentarzy

Tutaj się na chwilę zatrzymam.
Mógłbym je oczywiście włączyć, ale wtedy pojawiłoby się kilka drobnych komplikacji:

  • konieczność logowania,
  • konieczność ciasteczek,
  • konieczność śledzenia,
  • konieczność moderacji,
  • a na końcu — nieuchronna toksyczność, po nowoczesnemu zwana „hejtem”.

Zamiast tego możesz wysłać do mnie wiadomość, korzystając z Menu -> Kontakt w prawym górnym rogu.
Najciekawsze trafią do sekcji „Listy od czytelników”, o ile ktoś faktycznie postanowi się wysilić i napisać.

Przyjąłem zasadę, że komunikuję się z Tobą jak człowiek piszący do człowieka – jak w czasach, gdy ludzie pisali do siebie listy.
Gdy prace domowe, wykłady, raporty, sprawozdania i e-maile nie były pisały przez matematyczne modele.

Brak newslettera

Jak to — blog bez newslettera?!!11one

Wiem, to brzmi jak herezja w czasach, gdy nawet lodówki chcą wysyłać powiadomienia, inteligentny czajnik potrafi zagotować wodę po SMS‑ie, a niektóre gadżety Bluetooth — także te bardzo osobiste — potrafią reagować na sygnały od kogoś zupełnie obcego.

Zhakowane systemy laserowe w inteligentnych odkurzaczach mogą być wykorzystywane do podsłuchiwania rozmów domowników.

Aż strach pomyśleć, co się stanie, gdy ktoś wyśle czajnikowi wiadomość, aby zagotował wodę, kiedy w środku będzie sucho.
Hakowanie AGD może stać się nową dyscypliną naukową dla młodzieży latem, po zdanych egzaminach — coś między sportem a sztuką użytkową.

Nie mam zamiaru zasypywać Cię powiadomieniami.
Wszyscy mamy ich wystarczająco dużo.
To jedna z plag współczesności — mózgi ludzi są już tak zalane dopaminą, że trudno odróżnić powiadomienie od potrzeby.

Ten blog ma działać odwrotnie: trochę uspokajać, a nie dokładać kolejnych bodźców.
W końcu czytanie to taki mały luksus: kilka minut ciszy w półprzewodnikowym świecie, który nie potrafi być cicho.
Nie będę przypominał o nowych wpisach, choć planuję publikować je o stałej porze.
Nowe wpisy pojawiają się zwykle w środy o 9:00 — wtedy kawa powinna już działać.

Nie zamierzam walczyć o Twoją uwagę ani czas.
Jeśli chcesz wracać — zapraszam.
To Ty decydujesz, nie ja.

Zero social mediów autora

Nie znajdziesz mojego nazwiska na:

  • Facebooku,
  • Instagramie,
  • TikToku,
  • Twitterze,
  • LinkedInie (od lat zahibernowane – ale jakbym szukał pracy, to pojawi się po wielu latach przerwy).

Nie dlatego, że „nie ogarniam” – tylko dlatego, że nie chcę być częścią ekosystemu, który żyje z profilowania ludzi.

Nie wykluczam stworzenia profilu tej strony w mediach społecznościowych - ale na pewno nie pod swoim nazwiskiem.
Za bardzo szanuję swój wolny czas, a jeszcze bardziej — swoją prywatność.

Ten blog istnieje poza algorytmami.
I bardzo dobrze mu z tym.

Własne zdjęcia, bez stocków

Jak już wspomniałem, gdy pojawią się zdjęcia — będę (niestety) przeważnie ich autorem.
Zero AI‑slopów.
Zero generowanych obrazków.
Tego w sieci jest już aż nadto.
Autentyczność przede wszystkim.

10. Prywatność-by-design

Blog jest zbudowany tak, żeby:

  • nie zbierać danych,
  • nie analizować zachowań,
  • nie profilować,
  • nie śledzić,
  • nie szantażować,
  • nie kupczyć informacjami.

Takie było założenie — i tego się trzymam.

Nie da się też kupić mojej recenzji.
Jeśli napiszę o jakimś produkcie, to dlatego, że:

  • przetestowałem go osobiście,
  • uważam, że jest to dobry produkt – ale nie pominę wad, jeśli się ich dopatrzę,
  • a moje testy nie polegają na unboxingu, nagraniu filmiku i odesłaniu sprzętu sponsorowi następnego dnia.
    Ukończyłem m.in. ekonometrię, więc tabelki są nie tyle dodatkiem, co instynktem.

Ciekawa sprawa: kilka osób prowadzących firmy spytało mnie, ile mam średnio odwiedzin w miesiącu.
Mógłbym to wyciągnąć z logów — ale nie mam takiej potrzeby, bo najpierw trzebaby je jakoś wyciągnąć z czarnej dziury.
Chętnym do współpracy mogę jedynie podpowiedzieć, że nie jest to mały ruch.

Podsumowanie

Ten blog jest prosty, szybki i prywatny, bo taki ma być.
Nie dlatego, że „tak wyszło” – on został tak z premedytacją zaprojektowany.

Ma być pomocny, gdy spędzasz czas w Internecie – ale też wtedy, gdy jesteś poza nim.

Nie musisz akceptować ciasteczek.
Nie musisz zamykać wyskakujących okienek.
Nie musisz walczyć z reklamami.
Nie musisz zastanawiać się, czy ktoś właśnie próbuje wpłynąć na Twoje decyzje.

Możesz po prostu czytać — bez śledzenia, bez reklam, bez przeszkadzaczy.
Tak powinien działać Internet.
I kiedyś naprawdę tak działał.